sobota, 2 czerwca 2018

Z różami tle. Matczyne refleksje przy porannej kawie.

Minął kolejny Dzień dziecka, a ja po raz kolejny uświadamiam sobie, że mam dorosłe dzieci???!!!
Też tak macie? 
Teraz, kiedy  są daleko ta świadomość czasem wywołuje tęsknotę za domem z rozkrzycznymi maluchami,  bałaganem w każdym kącie i ciągłym "Mamo,  Mamo!!! "
Za 20 dni czeka naszą Rodzinę wielki dzień i znów będę miała moje dzieci razem w jednym miejscu. 
Ważny i szczęśliwy  dzień Ślub syna.  Przygotowania na ukończeniu. Teraz już tylko odliczanie dni. 
I co tam,  sukcesy zawodowe,  awansy, pieniądze, rzeczy... 
Największym sukcesem Matki jest wychować dzieci na dobrych ludzi i wyprowadzić je w świat.
Dla mnie to jest największy życiowy sukces,  reszta to dodatki
Tyle refleksji przy dzisiejszej porannej kawie z różami w tle.
PS.  Następnym razem pokażę Wam przygotowania ślubnych dekoracji, które w części robię oczywiście sama.  To taka przyjemność.  Motyw przewodni: niebiesko zielone hortensje,  kolor jasno granatowy i biel. 
Ciekawi? 






niedziela, 13 maja 2018

Kolorów czas!

Całą smutną jesień i długą zimę czekam na ten wybuch kolorów.
I na słońce!
Ja działam na baterie słoneczne, hi,  hi a jak brak słońca to na czekoladę:)
To mój kolorowy świat,  którego sadzenie sprawia mi ogromną przyjemność. Teraz wystarczy o nie dbać,  nawozić a odwdzięczą się  kaskadą kwiatów. Oby słońca nie zabrakło.





 I jeszcze wiosenny bukiet dla Was.

niedziela, 6 maja 2018

Majówkowy zawrót głowy

Maj przywitał nas cudowną pogodą. Tyle długo wyczekiwanego słońca,  kwitnące kwiaty,  kawa na tarasie,  praca w ogrodzie i pracownia pod chmurką. Niczego więcej mi nie potrzeba.  Co tam,  że nie wyjechałam na majówkę. Pogoda dała tyle możliwości nadrobienia prac ogrodowych, zaplanowana projektów w ogrodzie...
Pozdrawiam Was kwiatowo i majowo.
Dziękuję, że nadal jesteście moimi gośćmi na blogu. Zapraszam do mojego majowego świata:)




 Zobaczcie jaka cudowna naturalna patyna na doniczkach.  Dwa lata temu pierwszą z nich przetarłam turkusowym woskiem Byta-yta.  Drugą pomalowałam kredową AMAZONA. Stały sobie przez ten czas na zewnątrz a czas zrobił swoje.
Uwielbiam taką niedoskonałości.


Zdążyłam wreszcie odgruzować warzywnik!



 I jeszcze mała zapowiedź mojej majówkowej pracy.  To bardzo duży i wymagający projekt. Ale o tym następnym razem.








poniedziałek, 23 kwietnia 2018

zielono mi- ogrodowe szaleństwo!

Kiedy przychodzi wiosna, ogarnia mnie ogrodowe szaleństwo.






Nasz ogród już mnie "przyzwyczaił", że co roku wymaga reanimacji zwłaszcza po bardzo mokrej zimie albo przedwiośniu. Wtedy na części działki tygodniami stoi woda, którą sukcesywnie wypompowujemy ze studzienek do których spływa. Ale i tak gleba jest bardzo nasiąknięta.
W tym roku znów część trawnika jest do ratunku, a ja muszę wymyślić kolejny sposób, by zmniejszyć pracochłonność w ogrodzie.
Uczę się rok po roku, czego nie należało robić, bo stworzyłam sobie ogród wymagający ogromnie dużo pracy. To po części wina niewiedzy a po części braku funduszy na starcie.
Teraz poprawiam co roku kolejny kawałek ogrodu, kolejna rabatę, by mieć mniej pracy. W tym roku uparłam się, by nie tworzyć niczego nowego a tylko przesadzać i porządkować. Muszę dać nowe obrzeża, wyłożyć tam, gdzie to możliwe agro-włókniną, korzystać z własnoręcznie zrobionych sadzonek krzewów.
Czas też dokończyć nie dokończone budowle,  które zaczęliśmy i z różnych przyczyn są "rozgrzebane"
Od początku kwietnia trwa przycinanie i przesadzanie krzewów.
Zwłaszcza Róże pomarszczone czyli tzw.  Dzikie róże strasznie się  rozpanoszyły.  Wszędzie odrosty!
Warzywnik uporządkowany, wysiana marchewka,  rzodkiewka i sałata liściowa.
Wszystkiego po trochu.
Truskawki wypielone i zaopatrzone.
Nasze psy jak widać baaardzo  pomagają:)


W niedokończonej altanie szybko aranżuję kącik na weekendowy odpoczynek pomiędzy  pracami w ogrodzie.
Dbam o moją różę pnącą, którą posadziłam w ubiegłym roku.


Marzę aby  altana  w końcu miała skończony dach i dwie ściany,  żebym mogła ją urządzić zawiesić te szystkie lampiony, wstawić meble z poduszkami  i nie musieć ich sprzątać przed deszczem.

Drugie marzenie to drewniana podłoga na betonowym tarasie, który straszy prowizorką i szpeci dom.
Czy się spełni w tym roku?

środa, 11 kwietnia 2018

Stoliczki - ludwiczki, czyli wszystko pod ręką:)

Uwielbiam  stoliczki ludwiczki, zwłaszcza te w kompletach. Nie zagracają wnętrza, można je wstawić jeden pod drugi a subtelnie wygięte nóżki dodają im lekkości i uroku.
Parę takich już malowałam na różne kolory. Jedne były w dobrym stanie inne w gorszym. Każde wymagały indywidualnego podejścia.
Tym razem na warsztat trafiły dwojaki. Wymagały demontażu nóg i ponownego ich , porządnego mocowania. Poza tym stary lakier wymagał zeszlifowania, bo chciałam na blatach pozostawić naturalne drewno.

Dębowe blaty zawoskowałam a nogi pomalowałam czarną, matową farbą Byta-yta.
Boki blatów oraz zdobienia na nogach przetarłam nierówno złotym woskiem. Wygląda to bardzo efektownie ale trudno dobrze sfotografować ten efekt.





Znacie kogoś, kto by je przygarnął? Są na sprzedaż.