piątek, 18 sierpnia 2017

Metamorfoza małej kuchni z jeszcze mniejszym budżetem Cz.2

Uff, w ten weekend skończyliśmy metamorfozę kuchni.
Dziś więcej szczegółów.
Aneks kuchenny o wym. 190 x 220 cm, łączy się z pokojem dziennym krótszym bokiem. Budżet na materiały zamknął się w 800 zł. Robocizna -ekipa rodzinna PrzeTWÓRNIA, projekt wykonałam sama z założeniem wykorzystania istniejących mebli.
Pomieszczenie z błędami budowlanymi, mieszkanie wynajmowane, a firma wynajmująca nie zwróci kosztów zabudowy kuchennej przy opuszczania lokalu. Wcześniej  kuchni nie było wcale bo poprzedni wynajmujący swoją zabrał :(
Z tych powodów nakłady na tę inwestycję minimalne.
Co zrobiliśmy:
- mycie  i gruntowanie ścian.
- kładzenie tapety i malowanie sufitu
- jedną ścianę przy ciągu roboczym, gdzie będzie stała elektryczna dwupalnikowa kuchenka, zabezpieczyliśmy taflą plexi
- malowanie szafek, lodówki i paska glazury nad zlewem.
- dorobienie otwartych  półek pomiędzy wiszącymi szafkami
- przemalowanie sosnowego kontenerka na kółkach- powstał wysuwany pomocnik kuchenny w miejscu gdzie brakuje szafki narożnej.
- zbudowaliśmy stojący słupek-spiżarkę z dwóch szafek wiszących (wys. 220 cm) umownie oddziela kuchnię od pokoju.
- wymiana stary kratek wentylacyjnych
- wymiana uchwytów w szafkach. Metalowe uchwyty z odzysku, ceramiczne z India Shop.
Dla przypomnienia kuchnia PRZED
Glazura była marmurkowo zielona! taki kawałek postanowiłam pomalować farba tablicową. Zobaczymy jak się sprawdzi i czy będzie trwała. Na razie pierwsze mycie łagodnym detergentem ma za sobą.
Pomiędzy wnęką kuchenną a pokojem postawiliśmy słupek - spiżarkę, zbudowany z dwóch szafek wiszących. Całkowita wysokość 220 cm, głębokość 30 cm. Powstało dużo miejsca do przechowywania. Ściana w części pokoju jest pomalowana na kolor malinowej czerwieni a oba pomieszczenia mają tą samą bazę kolorystyczną: Biały, czarny, szary i czerwień dla ożywienia.
i jeszcze raz lepsze zdjęcia pomocnika OMBRE  zrobionego z 20-letniego sosnowego kontenerka

Trochę o farbach:
W poprzednim poście napisałam, że ze względu na koszty i planowany krótki okres wynajmowania (Dzieci nie planują długo wynajmować tego mieszkania) użyłam farb, które miałam pod ręką (otwarte opakowania w pracowni) , farba kredowa na bazie oleju lnianego  Byta- yta i kredowa Amazona.  Zakładamy, że szafki w ciągu 2 -3 lat będą demontowane i na pewno przy przeprowadzce nie unikniemy uszkodzeń i zarysowań. Stąd pomysł na farby kredowe i przecierki na frontach.
Gdyby projekt był realizowany dla klienta i z założenia szafki miały by być malowane kryjąco przetestowałabym farby specjalistyczne  przeznaczone do malowania szafek kuchennych ze względu na trwałość powłok i brak konieczności ich lakierowania.
Nadal jednak uważam, że jeśli na frontach odnawianych szafek kuchennych chcę uzyskać naturalny, rustykalny wygląd lub efekt shabby  to farby kredowe świetnie się do tego nadają a dobrze zawoskowane (woskowanie to nie tylko wtarcie wosku w farbę, trzeba wiedzieć jak i ile i co jaki czas kolejne warstwy) lub polakierowane są trwałe. Jeśli chcecie mieć przecierane fronty, postarzone to farby kredowe są OK. Dodatkowo zadrapania czy rysy powstałe podczas użytkowania nie będą się rzucały w oczy.
Jeśli chcecie uzyskać efekt kryjący, bez przecierek, wolicie malować wałkiem, można użyć  tańszych farb akrylowych do drewna i metalu  (np. Luxenes) , ale musicie:
- zmatowić powierzchnię aby zwiększyć przyczepność lub użyć primera (lub gruntu)  zwiększającego przyczepność
- polakierować fronty bo farba akrylowa nie będzie trwała przy intensywnym użytkowaniu i myciu.
W sieci znajdziecie dużo opinii o stosowaniu farb specjalnego przeznaczenia do mebli kuchennych i do malowania glazury oraz o ich trwałości w  użytkowaniu. Ja nie mam jeszcze doświadczeń malowania tymi farbami.

Ten projekt, to dowód na to, że można nawet bardzo małym kosztem poprawić funkcjonalność i estetykę naszych mieszkań. Często szukamy wymówek, że nie umiemy, że się nie da. Da się! Uruchomcie kreatywność, poszukajcie szafek za darmo z OLX albo z piwnicy od znajomych. Poproście przyjaciół o pomoc, stwórzcie ekipę i do dzieła!  Odnowiona kuchnia za 800 zł - to możliwe.



poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Metamorfoza kuchni za małe pieniążki Część I

Ruszyliśmy do Gdyni, bynajmniej nie odpoczywać. Dzieci postanowiły zrobić lifting wynajmowanego mieszkania, więc rodzice zakasali rękawy i do roboty.

W klitce o wymiarach 193 x 223 cm postanowiliśmy urządzić od nowa kuchnię, która dotąd  służyła singlowi i wyglądała tak:
Jak kobieta zaczęła gotować, to wiadomo, że zarówno menu jak i ilość naczyń kuchennych musiała się zwiększyć. A do tego i estetyka zaczęła mieć znaczenie.
Ta kuchnia została już kiedyś przez nas odnowiona , bo syn wprowadzając się po poprzednich wynajmujących zamiast kuchni zastał okropne TO! Szafek kuchennych było brak.

Potem na szybko umeblowaliśmy ją szafkami w kolorze olchy, bez inwestowania, po taniości:)
Założyłam, że tym razem też minimalizujemy koszty, bo mieszkanie wynajmowane a stan techniczny ścian i wentylacji  fatalny. Trzeba naprawić niezbędne, sprawić, żeby było łatwo utrzymać kuchnię w czystości ale też żeby pomieszczenie było ładne i funkcjonalne.
Sprawdzaliśmy instalacje, wymieniliśmy co trzeba, zaszpachlowaliśmy i zagruntowaliśmy ściany. W planach było malowanie ścian i jedna ściana tapetowana. Ostatecznie większość ścian została pokryta tapetą przyklejoną na poprzednie ale zagruntowane warstwy. Zrywanie wszystkiego i kładzenie gładzi zajęło by kilka dni a nie wiadomo co byśmy zastali pod warstwami farb i tapet:(
A my mieliśmy tylko weekend.
Tapeta zmywalna więc liczę, że wytrzyma 3 lata.
 przymiarki, przed malowaniem korpusów i pomocnik: panna Chrupka:)
Początek montowania zabudowy, szafki wiszące będą rozsunięte i jeśli uda się zniwelować krzywizny ściany,  pomiędzy nimi będą jeszcze otwarte półki. Niestety nigdzie nie ma kątów prostych a sama ściana tez nie jest prosta:(    masakra!

Zabudowę postanowiłam "zlepić" z szafek BRW, które były w kuchni plus szafki z odzysku.
Niestety te drugie były wyłącznie wiszące. Tu wkroczył mój M. Dorobił nóżki i cokół szafce aby pasowała wysokością do pozostałych.
Zabudowa składa się z 5 szafek z odzysku i 3 szafek BRW. Te  odzysku mają drewniane fronty i nietypową wysokość.

Fronty mają łukowe frezowania i są stylowe, chciałam im odjąć powagi więc dostały kolorowe ceramiczne gałki. Każda jest inna ale mają wspólny mianownik: kolory biały, czerwony i czarny.

Po konsultacjach z synową dolne szafki są szare, górne w śmietankowej bieli.
Malowałam tym co miałam otwarte  w pracowni: białą farbą Byta-yta i szarą akrylową Luxens. Szary kolor przyciemniłam jeszcze dodając czarnego pigmentu akrylowego.
Obie dla odporności powinny być polakierowane. Łatwiej je umyć.
Połowę szafek pomalowałam w swojej pracowni, reszta była malowana na miejscu.
Zabudowa miała być w literę Ldla poprawienia proporcji i funkcjonalności  ale nie mieliśmy szafki narożnej więc aby nie tracić miejsca w narożniku pozostał schowek, dostępny po wysunięciu szafeczki na kółkach.
Szafka sosnowa była kiedyś kontenerkiem pod szkolne biurko mojego syna, ma 20 lat i jest w świetnym stanie. Sosna lakierowana, zżółkła i kolor był fatalny. Duża ilość szufladek  natchnęła mnie do zastosowania kilku odcieni szarości. Powstała szafka "ombre"
Szafeczka PRZED
Szafeczka "PO"
Kolory powstały z farby w kolorze białym i grafitowym, mieszanych w różnych proporcjach

Żeby powiększyć powierzchnię szafek do przechowywania, w miejscu gdzie kuchnia łączy się z salonem zaplanowałam szafkę - spiżarkę. Została wykonana z dwóch wysokich szafek wiszących. Ma aż 210 cm wysokości. Szafki są skręcone i dla bezpieczeństwa zamocowane do ściany. Na boku koszyki upolowane w sieciówce, komplet za 15 zł!
Zostało jeszcze parę detali do dokończenia a skończyliśmy pierwszy etap remontu wieczorem w niedzielę  więc całość pokażę następnym razem. Pomieszczenie jest małe i trudno zrobić zdjęcia.
Przy następnej wizycie w Gdyni domalujemy cokoły, powiesimy półki i zostanie malowanie salonu połączonego z kuchnią oraz malowanie mebli w salonie.  Mam nadzieję,  że uda się zrobić fajne zdjęcia i pokazać jak duża zaszła zmiana.


poniedziałek, 17 lipca 2017

Kapryśny lipiec

I mamy polskie lato, kapryśne, nieprzewidywalne... Trudno zaplanować pracę w ogrodzie a co dopiero urlop. Więc nie planuję - idę na żywioł. Ogród buchnął zielenią, moje liliowce w końcu zakwitły. Trawę trzeba kosić co tydzień bo przy tej wilgotności mamy plagę ślimaków. Niestety bardzo smakowały im moje jeżówki.











Jeśli pogoda sprzyja, nadrabiam zaległości w ogrodzie a jak leje maluję,  meble i planuję przemeblowanie salonu i gabinetu który zamiast na parterze będzie na piętrze. Zmiana wyniknęła z konieczności posiadania pracowni na parterze, meble jednak trochę ważą. Część tzw. brudna będzie w garażu a pracownia do malowania mebli w domu. Musi tak być,  bo stacjonarnego sklepu PrzeTWÓRNI i pracowni na razie nie będzie.
A w międzyczasie korzystam z każdego słonecznego dnia, ładuję akumulatory na zimę.
Staram się znaleźć choć 15 min na spokojne wypicie kawy lub herbatki na tarasie, nie w biegu tylko  przy stoliku z bukietem kwiatów.
A bukiety zbieram z upodobaniem wracając z pracy, a to rumianki, a to krwawnik. Części roślin nawet nie umiem nazwać.



Zmalowałam stary zydelek. Pamiętacie je? Kiedyś taki zydelek  był prawie w każdej kuchni. Pamiętam swoją Babcię, jak siedząc na takim obiecała ziemniaki, łuskała groszek  albo czyściła warzywa.
Siedzisko po oczyszczeniu pociągnęłam zieloną bejcą olejową a nogi farbą na bazie oleju lnianego PaintECO. Teraz może stać na zewnątrz, zła pogoda mu nie straszna.


A tu kolejne stoliki z bukietami polnych kwiatków, co parę dni nowy bukiet i inna filiżanka, bo dla mnie ma znaczenie w jakim otoczeniu łapię chwilkę oddechu:)





Miłego słonecznego tygodnia dla Wszystkich!!!
Dziękuję za Wasze odwiedziny i  komentarze.